sierpnia 29 2008
Piękno na wagę złota
Jak donoszą media niejaka Kate Moss będzie miała pomnik cały ze złota. Ważyć ma to 50 kg i kosztować 1,5 miliona brytyjskich funtów. Artysta rzeźbiarz już wcześniej uczynił Moss z brązu, jednak teraz postanowił ze złota, gdyż jest ona taka piękna.
Ja się pytam, z której strony? No, idealnie piękna - zachłystują się media… No właśnie… postawmy pytanie raz jeszcze - z której strony? Otóż nie wiadomo. Wiadomo jednak, że pomnik będzie ważył więcej od swego “pięknego” oryginału, ponieważ oryginał jest chodzącą anoreksją. Co więcej jest chodzącą (po wybiegu) tejże anoreksji promocją. Pomijam fakt, że modelka z twarzy jest podobna zupełnie do nikogo - to już niestety rzecz gustu. W podstawówce dzieciaki na boisku wołali za przechodzącymi pasztetami, że każda potwora znajdzie swego amatora, więc pewnie chudzina też kogoś przygrucha.
Nie o to idzie. Idzie o przekaz, który ta informacja ze sobą niesie: chcesz żeby cię rzeźbili w szczerym złocie? Chcesz być ideałem piękna? Chcesz otrzymać zatrudnienie w charakterze wieszaka na wybiegu, który zarabia miliony? To musisz przestać żreć. Najlepiej w ogóle. Nie żryj, nie pij, nie patrz na żarcie, żyw sie światłem i wzdychaniem masturbantów. Tak długo nie żryj, aż twój BMI zejdzie poniżej 17,16 bo dokładnie tyle wynosi ten współczynnik w przypadku Kate Moss - zresztą łatwo to policzyć samemu na kalkulatorze (169 cm, 49 kg, wiek 34 lata). Opis BMI: wychudzenie, ciężka choroba, anoreksja. I to przy wadze oficjalnej czyli 49 kg, a większość serwisów donosi, że mietła ta waży tak naprawdę gdzieś w okolicach 40 kg!
Ręce i nogi się uginają. Z jednej strony w mediach lansowany jest wzorzec bezdennej głupoty warunkujący karierę estradową, z drugiej wzorzec wygłodzonej żylastej szczapy. Co by tu nie powiedzieć: dzisiejsza płeć piękna nie ma lekko…
4 responses so far



tak to już jest że w szołbizie wszyscy se na wzajem robią laski, czasami nawet ze złota… współczesny Pigmalion i Galatea, buhaha…
Duch w narodzie nie zaginął. Co z zadowoleniem i kanapką w gębie odnotowuję, Wątróbko.
P.S. Pozdrowienia od zyzanii, ofkors.
oj, nie ma…
Tja… a gdzie nie spojrzeć, to jakaś odchudzająca się kobieta pod presją swojego faceta, oczywiście. Stwierdzam z zadowoleniem, pogryzając sobie przed snem galaretki w czekoladzie (cytrynowe, pycha!), że rozwód ma naprawdę sporo plusów. Przynajmniej nikt mi ich nie je, pod podłym w dodatku pretekstem dbałości o moją figurę.