października 24 2008
Tatoo nad dupoo!
Jestem w stolicy. W samym przepastnym gardle koncernu. Wszyscy w garniturach, czyli festiwal japiszonów (ktoś jeszcze pamięta co to znaczy?). Jest biznesowo, czyli drętwo. Negocjujemy, pijemy kawę i udajemy mądrzejszych niż jesteśmy.
Wreszcie w przeciwnej drużynie jedna pani w garniturze i szpilach schyla się do dolnej szuflady w szafce po coś tam nieistotnego. Marynara zaczyna odsłaniać jej wdzięki tylne, aż tu nagle trach!!! Pani ma nad stringami, które wyłoniły się spod spodni, tatuaż wielkości dawnej Czechosłowacji. Czarny, zawijasowaty, opasujący w poprzek trzy czwarte pleców i niknący gdzieś w dole już poza obślimtanym męskim wzrokiem. Jakieś takie esy floresy układające się w symetryczny wzorek podobny zupełnie do niczego. Siedzący przy stole podkrawatowani panowie zawieszają wzrok na esach floresach domyślając się gdzie prowadzą. Ja się nie domyślam. Ja wiem: otóż esy floresy prowadzą prosto do dupy! Prawdę powiedziawszy żadna rewelacja. Ale jest coś na rzeczy: oto biznesowy negocjator, tyle że innej płci, przestał być li tylko biznesowym partnerem. Stał się partnerem, którego w sumie można by jakoś podprowadzić, żeby puknąć. Nie wiem tego na pewno, ale tak zaczyna prawdopodobnie myśleć dziewięćdziesiąt dziewięć procent mężczyzn zgromadzonych wokół konferencyjnego stołu. Skąd wiem? Ano stąd, że przeze mnie też myśl taka śmiała niespodziewanie przeleciała. Bo przecież ten tatuaż zrobiła sobie w jakimś celu. Najprostszym zaś celem jest cel promocyjno wizualny, a mianowicie rozchodzi się o to żeby się goście ślinili? A może się mylę? Może wytatuowała sobie zgrabne naddupie na skutek jakiejś ideologii. Tak dla siebie jeno… Żeby nikt nie widział… Ale w takim razie po co się schyla tak frywolnie, żebyśmy to zobaczyli?
Hm… nie wiadomo. Ale jedno wiadomo na pewno. Kiedy parę godzin później świętujemy w knajpie zwycięskie negocjacje nikt nie pamięta jaki intelektualny i merytoryczny wkład wniosła w to biznesowe przedsięwzięcie pani z tatuażem. Wszyscy pamiętamy tatuaż… na tej biznes woman. Sorry.. na tej dupie. A właściwie na tej dupy naddupiu…
2 responses so far



bo taki tatuaż profesjonalnie nazywany jest “spermołapką” i już przy tej nazwie wiadomo jasno do czego służy i w jakim celu wykonana została:)
Książkowa zagrywka, jeśli były to negocjacje to właśnie w tej chwili laseczka zwiększyła swoją przewagę. Jeśli na sali byli tylko faceci to zwiększyła znacznie. Większość właśnie zaczyna mieć fantazje seksualne na jej temat i przestaje racjonalnie myśleć a już na pewno nie ma 100% skupienia. Nie najlepsza metoda ale świadoma i z premedytacją.