lutego 24 2008
Świętej pamięci Leoncio
Smutne. Aktor grający Leoncia w kultowej u nas swego czasu “Niewolnicy Isaurze” nie żyje. Blogowe pokolenie sieciowych obsmarkańców raczej nie pamięta kogo dzisiaj wspominamy. No cóż. To były ciężkie czasy (westchnął Sasza po podpieprzeniu dworcowego zegara). W sklepach było dokładnie takie samo gówno, jak w telewizji.
Łza się w oku kręci, bo w tej kloacznej mizerii nagle pojawił się powiew innego świata - dzieje niewolnicy Isaury z policzkami wydętymi jak z kreskówki “Wędrówki Pyzy”. I była ona biedna ta Isaura. Bo zniewolona. Jak my wszyscy. Tyle, że ona przez wrednego Leoncia, my przez Jaruzelskiego. Tak przynajmniej się wtedy uważało.
Leoncio był wredny i bogaty, przez co wzbudzał ochotę na skucie mu ryja. Isaura była biedna i do obrzydzenia niewinna. Teraz trudno sobie wyobrazić, ale w trakcie emisji tego serialu wymierały polskie ulice. Pół narodu bowiem nie mogło stracić żadnego odcinka tej ciągnącej się w nieskończoność chały. Zarówno na odcinku fabuły, jak na odcinku aktorstwa. Teraz to wiemy, teraz łatwo się zniesmaczać. Wtedy mieliśmy do czynienia z pierwszym przykładem pop gwiazd nad Wisłą.
Co z tego, że wcześniej grali tu Stonsi i inni rockmani. Oni nie mieli takiej siły, by przyciągnąć tysiące rozhisteryzowanych gapiów na lotnisko. Rockowcy przyciągali co najwyżej wyuzdane panienki, a i tak w większości brzydkie. Za to Leoncio z Isaurą wychodzący z samolotu wydawali się emanować wielką światłość. Większą niż gwiazdy na czerwonym chodniku przed Chińskim Teatrem. Hollywood był daleko, nieosiągalnie daleko. Isaura i Leoncio byli blisko - na wyciągnięcie ręki. Co pozostanie po Rubensie de Falco?
Niezależnie do tego czy był mistrzem aktorskiego kunsztu czy nie, zostanie po nim cała rzesza dorosłych już Polaków ze skrzętnie ukrywanym przed światem, a wpisanym w dowód osobistym imieniem Leoncio. Po którym aktorze zostanie aż tyle?
3 responses so far



W tamtych czasach byłam w LO i pamiętam, że przepadła mi klasówka z geografii, bo geografica była wielką fanką Isaury i dała się zagadać;-)
Hmmm, zastanawiam się ilu czytelników załapie dowcip z Saszą. Szczęka mi opadła, gdy jeden z uczestników pewnej wyprawy na wschód odczytał neon “pektopah” i zastanawiał się co to jest…
Odżyły wspomnienia. Coś , droga Li, z tą geografią było, gdyż ja zawsze w niedzielę wieczorem uczyłem się geografii na poniedziałek - a tu koniecznie należało przerwać i zobaczyć, czy wreszcie ten Leoncio dopadnie Isaurę na balu bawełny…
A wszystko oglądane w telewizorku przenośnym o wdzięcznej nazwie “Junost”
Chyba raczej, PECTOPAH, a dowcipu o Saszy o dworcowym zegarze nie jarzę.