marca 16 2008
Poranek w TV
Jak każdy kulturalny i dobrze wychowany człowiek spędziłem sobotnią noc na słuchaniu muzyki metalowej z lat siedemdziesiątych i spożywaniu alkoholu. Czyli jak zwykle pięknie. Niedzielny poranek do łatwych nie należy, bo wiadomo, że weekendowy czas wolny kurczy się właśnie do jednej marnej niedzieli, a przejeżdżające przez czachę traktory odpoczynku nie ułatwiają. I w takich okolicznościach przyrody popełniłem błąd chwytając za pilot do telewizora.
A tam co? Makabra, czyli coś jeszcze bardziej dołującego niż poranek symfoniczny. Siedzi pinda na kanapie i się mizdrzy. Ma też pomagiera, który biega oczkami po jej dekolcie i uśmiecha się wylewnie, jak by to nie była kurna niedziela rano, tylko sobota początek wieczoru. I przychodzą goście. I są pytania. I ma być wesoło i dowcipnie, ale nie jest. Bo nie wiadomo kto tu występuje w roli większej gwiazdy: polityk bez krawata z zapryszczałą gębą o konsystencji kisielu, czy też pinda w szpilkach.
Ona pyta, on odpowiada, ona nie rozumie, on też nie, ona wie lepiej, on się boi jej wytłumaczyć, że nie, ona nie lubi jak się jej tłumaczy, on przeprasza, ona znowu wie lepiej, on jej wpadkę merytoryczną zamienia w żart, ona jest urażona jego traktowaniem, teraz on wie jednak lepiej, ona błyszczy inteligencją orzeszka ziemnego, on już teraz jej nie wyprowadza z błędu. Reklama… Uf.. nareszcie. A teraz zajrzymy na lodowisko, czy na parkiet, gdzie jeździ, podskakuje gwiazda, której nazwisko słyszę po raz pierwszy. Gwiazda ma baniak roześmiany i dyszy do mikrofonu. Fryzura jej dymi, a ekran mieni się od tipsów. Gwiazda pozdrawia pindę ze studia, ta jej się odwdzięcza uśmiechem wykonanym górną lewą szóstką…
O ja nieszczęsny, co mnie podkusiło żeby za tego pilota chwycić. A przecież to był taki fajny poranek…
One response so far



Koniecznie stypę trzeba zarządzić, bo ja też pilota “rankiem” chwytam, miast… (((