lipca 23 2008

Profile Image of marskość wątroby
marskość wątroby

Onet dał czadu, czyli pieskie życie

Posted at 22:14 under marskość wątroby

Artykuł miał być ciekawy. Wyszło jak zwykle. Mamy w tym tekście takie spiętrzenie negatywnych emocji, że się kurde strach bać.

Oto pies jawi się jako maszyna do zabijania, gryzienia, masakrowania i w ogóle. Znaczy się autor artykułu (niejaka pani Zofia coś tam) prawdopodobnie psa widziała na obrazku u teściowej na imieninach. W każdym razie ocenia to zwierze przede wszystkim bojowo i agresywnie, czyli profesjonalnie. Chodzi bowiem o to, żeby pies ugryzł bandziora, przestraszył włamywacza i ogólnie zaprowadzał porządek i narodowe poczucie respektu. Ja dodałbym jeszcze te małe uzupełnienie, żeby pies w całej swojej zawziętości ugryzł panią Zofię w dupę! Mocno, z przekonaniem i przekąsem, tak samo mocno jak pani Zofia jest przekonana co do psiej wartości agresywno - obronnej. W moim bowiem przekonaniu (a z psem wielkim, włochatym i być może groźnym dzielę metry kwadratowe) pies jest dokładnie tak samo głupi jak jego właściciel. Innymi słowy - po cwanym i mądrym psisku poznasz właściciela - po durnym i agresywnym dresa, czyli szyitę.

Dlaczego? Ano dlatego, że dziwnym trafem pies jest stworzeniem tak sprytnym, że w zamian za dobrodziejstwo codziennej michy spełnia nasze oczekiwania. Ma rozumieć czym się różni jedna zabawka od drugiej i przynosić ją na zawołanie? Rozumie i przynosi. Ma lizać nasze, nie myte od czterech tygodni kończyny dolne? Liże. Ma być wściekły, zacięty, szczekający, spoglądający mściwie? Też się postara. Bo kocha swego pana/panią i z tej miłości tak głupieje, że nie wie co czyni. Jest wiernością i miłością zaślepiony, nawet jeśli jego panem jest karczycho wielkości ciężarówki w niepranych spodniach z dresu, którego jedyna myśl sprowadza się do tego, czy czasem wytrenowany na siłowni kark nie zbliża się niebezpiecznie do rozmiarów karku szefa. A to już by była niesubordynacja… Sorry… To za trudne słowo… Znaczy się, rozchodzi się o to, czy się szefu się nie wkurwi i po ryju nie obsztaluje na okoliczność zbyt szybkiego wzrostu masy mięśniowej… Nie znowu zbyt skomplikowanie napisałem… No, czy szefu nie przyfastryguje z bańki…

Innymi słowy - rzucam myśl banalną i oczywistą: pies niewinny jest i basta. Nawet jak ma ryj genetycznie poprawiony na kwadratowy i uścisk szczęki mierzony w tonach na centymetr. Zawsze winny jest właściciel. Za wszystko. Również za to, żeśmy w mrokach przeszłości przygarnęli to bydlę pod strzechę, które teraz udając głupiego rozpycha się na naszym ulubionym fotelu, ogląda tiwi i ani myśli ruszyć swej kudłatej dupy z miejsca. Niesubordynacja? “Zbyt trudne słowo” - pomyślało psisko spoglądając mi prosto w oczy.

One response so far

One Response to “Onet dał czadu, czyli pieskie życie”

  1. zabłockion 07 lipca 2010 at 21:45 1

    święte słowa ;)

Trackback URI (ktoś wie na co to ?) | Wersja RSS

Na co czekasz, napisz co sądzisz!