lutego 03 2008

Profile Image of marskość wątroby
marskość wątroby

No i się poobrażali :-)

Posted at 21:13 under marskość wątroby

Przeczytałem właśnie ostatnie wpisy konkurencji i mnie lekko zjeżyło. Jeden cwaniak straszy prokuraturą, bo mu jakieś spamy ktoś uwalił (cholera wie o co chodzi - rozsyłają w jego imieniu czy jak?) Drugi miś kuleczka narzeka, że mu nawstawiali od ch… w komentach.

No to niegodziwcy. Jak mogli:-) Gdzieś jeszcze znalazłem wściekłość blogera, bo ktoś mu wytknął ortografa. No, można umrzeć z rozpaczy! Cała rzecz przypomina jedną z walk Andrzeja Gołoty. Wyszedł kiedyś na ring i się zdziwił, że ten drugi zaczął go bić.

Publikujesz w sieci, to wystawiasz się na strzał w ryj. By nie powiedzieć, że się o niego prosisz! I potem jak walniesz ortografa (każdemu się zdarza, bo tak nas przyzwyczaił nauczyciel o ksywce Microsoft Word) i ktoś cię poprawi, to się wściekasz. Jakby było o co. Podziękuj, bo czyjaś czujność okazała się dla ciebie zbawieniem. To tak, jakbyś stał na środku miasta z opuszczonymi majtasami, a ktoś by ci je z dobroci serca naciągnął. I zamiast podziękować wybawicielowi, który skrócił ci chwile wstydu, jeszcze drzesz ryja i czujesz się obrażony. Masakra!

Dlatego właśnie pisanie w sieci różni się od publikacji książek. Tam choć jedna wydana czyni cię pisarzem - daje coś, czego żaden zdechlak ci już nie odbierze. W sieci jesteś złamasem, dopóki nie udowodnisz, że tak nie jest. Presumpcja niewinności w sieci zmienia się w presumpcję winy. Startujesz zawsze z przegranej pozycji…

Kiedyś moja kumpela (dawno temu) pisała magisterkę z socjologii w temacie anonimowości w sieci i badania swe prowadziła na różnych czatach podstawiając się za superosiemnastkę w celu naciągnięcia niewyżytych frajerów na zwierzenia. Iluś tam się udało podebrać - wyszedł z tego profil nieudacznika onanisty, którego jedynym przyjacielem są własne pryszcze i który zbierał w podstawówce manto za posiadanie czapeczki oraz za jej brak. Za wszystko! I teraz taki właśnie kolo dosiada kompa i napisze “kurwa”, bo go nikt nie widzi:-)

Sieć jednak ma swoje dobre strony - w tym całym szambie zawsze można znaleźć coś/kogoś fascynującego. Z poczuciem humoru, które cię rozbawi, z dystansem do siebie i tego powalonego świata. I o nic więcej nie chodzi. To w zupełności wystarczy…

8 responses so far

8 Responses to “No i się poobrażali :-)”

  1. bonioon 03 lutego 2008 at 21:39 1

    Dlatego odwiedzam zawsze nad ranem, bo reszta to papka do debili.

  2. proces7on 04 lutego 2008 at 07:23 2

    “pisanie w sieci różni się od publikacji książek. Tam choć jedna wydana czyni cię pisarzem”

    A jeśli Żukrowski napisał Moczarowi “Barwy walki”, to Moczar był pisarzem? Nawet jeśli wydasz książkę telefoniczną?
    Książkę dziś możesz wydać za grosze. Zapłacisz to Ci zrobią korekty, poprawią, wydrukują i oprawią. Możesz zapłacić żeby Ci napisali, sam nie musisz umieć pisać.

    “Presumpcja niewinności w sieci zamienia się w presumpcję winy”

    Taa, a mój problem polega na tym, ze kiedy nie piję, to jestem trzeźwy. Cóż za grafomomańska finezja.
    Nie sądzę, że się na Ciebie obrazili, po prostu nie wiedzą, że na nich psioczysz, a nawet jak wiedzą to mają w dupie.

  3. marskość wątrobyon 04 lutego 2008 at 08:42 3

    1. nigdzie nie napisałem, że obrazili się na mnie. czytaj z uwagą:-)
    2. jasne. znam takich co wydali sobie tomik poezji za własną kasę i uczynili się poetą. są też tacy, którym książki opublikowały renomowane wydawnictwa. ale ok. kupuję że wydanie książki dzisiaj nie znaczy aż tyle
    3. gdzie tu grafomania? bo użyłem nieznanego ci słowa?:-)
    pozdro

  4. zyzaniaon 05 lutego 2008 at 09:22 4

    Różnice między pisaniem w sieci a pisaniem książek powoli zacierają się. Księgarnie „stacjonarne” też uginają się pod masą grafomańskiego druku. Przedstawiciele handlowi walczą o „gorący stół” i miejsce na witrynie. Przez analogię to jakby blogowe rankingi. Księgarnie internetowe dają możliwość „zrecenzowania” książki. Do tego e-booki. Itd. Może już tylko koszty… Bo zarabiać na blogach też można. Nawet jeśli nie na pisaniu, to za jego przyczyną. I nie wiem, czy nie więcej od Szymborskiej.

    Wszystko sprowadzałoby się zatem do wrażliwości (sic!) autorów i odporności na krytykę. Znamienne, że w tej całej anonimowości nickowej tak bardzo czujemy się odtknięci uwagami.

    Mnie w blogowaniu fascynuje fakt, że 90% uczniów nie potrafi samodzielnie napisać wypracowania, a dysleksja jest ponoć plagą XXI wieku. A blogów przybywa. Chyba dożyję fonacji blogów, bo w tym kierunku na pewno się rozwiną. W końcu logopedzi też chcą zarobić…

    PS. Cześć Bucu7. Twoje kurki też tu przyjdą spamować?

  5. Miś Kuleczkaon 08 lutego 2008 at 13:19 5

    Miś kuleczka nie psioczy,że mu nawstawiali od ch… tylko, że mu nawstawili ch…, a to delikatna róznica znaczeniowa :))) Porcesowi karzesz czytać z uwagą, a sam w jakim kierunku swoją zwracasz skoro dla ciebie nawstawiać i wstawiać nie ma żadnej różnicy??? :))

  6. marskość wątrobyon 08 lutego 2008 at 13:38 6

    Misiu, no jednak nie jesteśmy tak inteligentni i różnicę nawstawiania ch…, od nawstawiania od ch,… musisz nam wytłumaczyć:-) Chyba że nawstawianie ch… rozumiesz, jako np powkładanie penisów do wazonów? Do tej pory uważaliśmy, że nawstawianie komuś od ch… to wyrażenie się o kimś niekulturalnie poprzez nazwanie tego kogoś ch… właśnie. Skoro jednak, jak utrzymujesz w powyższym komencie ,psioczysz bo ci “nawstawili ch…” to przepraszamy i prosimy jednocześnie żebyś strzelił fotkę tym ch… co je masz w wazonach lub innych naczyniach do których rzeczone ch… da się wstawić. Opublikujemy taką fotkę niezwłocznie ze stosownym sprostowaniem zgodnie z wytycznymi prawa prasowego. Amen.

  7. Miś Kuleczka vel Polarnyon 08 lutego 2008 at 18:54 7

    Szanowna Pomarszczona Wątrobo :) wstawić ch… można nie tylko do wazonu, ale także do tekstu komentarzy, co niniejszym zarówno Ty jak i ja czynimy. Nawstawiac ch… jest w tym przypadku rozumiane, tak samo jak nawstawianie byków czyli błędów w tekście czyli robienie tego, co ja często robię w komentarzach. Natomiast nawstawianie od ch… to, krótko mówiąc, jak zauważyłeś, zbluzganie kogoś :)). W moim przypadku nie mam pretensji o zbluzganie mnie (bo to raczej trudno zrobić, abym się tym przejął) czyli nawstawianie od ch…. tylko o bezsensowne śmiecenie nie związane z treścią notki czyli wstawianie ch… . Mam nadzieję, że ta wazonowa różnica między “nawstawiać od ch” a “nawstawiać ch…” jest nawet dla Sznownej Wątroby zauważalna. :))
    Osobiscie gdybym miał zdjecie ch… w wazonie, to sam bym je wstawił u siebie na blogu, by go uatrakcyjnić. :)) Howgh, bo Amen mi się jakoś źle kojarzy. :)))

  8. marskość wątrobyon 08 lutego 2008 at 18:59 8

    Misiu nasz kochany. Teraz stała się jasność. Przedmiotem twej troski są wulgarne (a i pewnie głupawe) komenty. Po prostu ich nie publikuj. Howgh!

Trackback URI (ktoś wie na co to ?) | Wersja RSS

Na co czekasz, napisz co sądzisz!