lipca 03 2008
Maleszka, Hans Kloss i James Bond!
Gość stracił robotę w Wyborowej, bo się państwo redaktorstwo zirytowało, że wyszło na jaw redaktorskie zaangażowanie kolegi Ketmana. To, że skubany przez lata perorował na łamach o zostawieniu agentów i bezpieki w spokoju, jakoś nikogo wcześniej nie irytowało.
No cóż, szkoda chłopa. Tak się dobrze zapowiadał. I jaki był aktywny. I sam rożne prowokacje proponował. I SB-ków pouczał. Ale, niestety, już się spółeczeństwu nie podoba, a zwierzchnictwu swemu tym bardziej. I to jest właśnie zastanawiające, bo w kulturze masowej wyznawanej przez to samo społeczeństwo istnieją bohaterowie tej samej proweniencji, a jednak uwielbiani. Weźmy taki oto przykład: podstawiony facet wkręca się do pewnych kręgów, udaje swego, koleguje się z ludźmi, przyjaźni nawet, sypia z kobietami, daje im kwiaty i do nich wzdycha po to, by nocami meldować swoim rzeczywistym przełożonym o wszystkim.
O każdym najdrobniejszym szczególe nawiązywanych przez siebie znajomości. No i teraz mamy klops, bo z powyższego opisu wypisz wymaluj Maleszka. Czyli szuja, gangrena i swołocz. A tu niespodzianka, bo opis powyższy dotyczy słynnego agenta J - 23, ukrywającego się w Abwerze pod pseudonimem Hans Kloss. I co? I już nie szuja, tylko bohater narodowy, przystojniak, który nie zawahał się napluć szkopom do pomidorowej! Superszpieg, superagent i superbohater. Kobiety mdleją masowo, faceci zazdroszczą, a Bóg w Niebie przygląda mu się uśmiechnięty.
I obywatel Maleszka - świnia, hiena i złoczyńca - powinien pójść po rozum do głowy i do końca zadrwić z durnego umęczonego polskiego narodu. Powinien napisać książkę pt “Ja. Ketman!” I żadnej spowiedzi. Raczej narracja rodem z Ludluma lub Flemiga. Iść w zaparte: “tak donosiłem, nie dla idei, lecz dla kasy i dlatego, że mnie to kręci i jestem w tym dobry. Jestem waszym Dżejmsem Bondem”. Bo jaki naród, taki Bond… No nie?
No responses yet


