lutego 07 2008
Kompleksy nago
TVN Style poszukuje kobiet z kompleksami. Jak już znajdą, to je ubiorą, uczeszą i umyją, dzięki czemu kobiety pozbawią się kompleksów. A potem jeszcze, jak już to wszystko zrealizują, to się wezmą za kolejny program pt “Jak dobrze wyglądać nago? Opowiada o tym rozpromieniona szefowa kanału.
Od razu mi się przypomniał dowcip z brodą: - Maryśka właź na stół i rozbieraj się! - krzyczy mąż. - E… Stefan, nie…, daj spokój - odpowiada przerażona żona. - Właź, bo jak pasa wezmę - nie daje za wygraną mąż. Żona płacząc i trzęsąc się ze strachu wchodzi na stół i nieporadnie zdejmuje sweter. - Kurwa, co oni widzą w tym go-go - wzdycha zawiedziony mąż.
Jak to co widzą? Szansę widzą, dla zakompleksionych kobiet, które nie są zadowolone ze swego wyglądu. Najpierw im pokażą jak się ubrać, żeby ładnie wyglądały w telewizji. Potem będą oklaski, a jeszcze później żona wróci do domu, do Stefana i zacznie się życie. Fryzura klapnie, atrapa cycków zniknie gdzieś w otchłani szafy z bielizną, szpilki zastąpią rozdeptane, za to wygodne klapki, a butik, w którym w TVN-ie wybierali ciuchy, okaże się jednak w realu za drogi. Potem będą jeszcze większe jaja - wmówią pasztetowi, że nago jest ponętny i piękny. I będzie się pasztet wdzięczył do lustra i do Stefana. I będzie wchodził na stół i zdejmował sweterek. Tak długo, aż Stefan nie wytrzyma i ujawni swoje prawdziwe wrażenia. I będzie pasztetowi przykro, bo ktoś mu dał marzenia, które się nie spełniły. A obiecywali, że mogę być piękna… Chlip chlip… Przekonywali, że świetnie wyglądam nago.., że jak aktorka jakaś nawet. Chlip chlip chlip…
11 responses so far



Taaa…
Zenobia obudziła się nad ranem i spojrzała na dzielącego z nią łoże Stefana. Każdego ranka, budząc się skoro świt do pracy w spożywczaku poświęcała kilka minut, by napatrzeć się na swojego idealnego mężczyznę. Stefan chrapał miarowo, obdarowując Zenobię obrazkiem spróchniałego uzębienia. Rękawem nocnej koszuli otarła z troską z czoła Stefana łupież, by nie zaprószył mu oczu, gdy Stefan obudzi się w południe. Na ten gest Stefan obruszył się, mlasnął kacowato, pierdnął i burknął seksownie głębokim, wydobywającym się z resztek trzustki, głosem:
-Robiłaś mi już loda?
-A jakże! – skłamała Zenobia, zerkając na budzik.
-Zmęczonym był, kurwa! Zasiedziałem się przed pudłem! – zezłościł się Stefan – Program oglądałem zagraniczny. Sera białego przynieś se ze sklepu. Trzeba ci ubytki zaszpachlować. I bandaży elastycznych nakup. Będziem cię owijać, bo chłopaki spod budki psioczą, że przez ciebie cena żywca spada – to mówiąc Stefan sięgnął po pilota, zapalił Fajranta i dmuchnąwszy w Zenobię pokazał dwa palce.
Zenobia szła po piwo zachwycona nieustannym od 30 lat zainteresowaniem Stefana jej osobą. To on dbał o to, by nie popadała w kompleksy. Wracając czule spojrzała na swojego mężczyznę. Stefan leżał podparty na boku i drapał się na zmianę po okłaczonej klacie i jajach. Z niezwykłą precyzją, ruchem dolnej wargi strzepywał cygareta za krawędź łóżka. Jej idealny Stefan
- Och - jęknęła Zenobia kiedy Stefan zachrapał na całe osiedle upojony dwoma najtańszymi piwami i resztkami papierosowego kepa, który jak zwykle mu utknął w gardzieli - a tak się dobrze zapowiadał w podstawówce. Taki był imprezowy i w ryj przylać potrafił. Nie jakieś tam wypierdki w okularach, co teraz w doktory poszły i zarabiają na tych ichnich firmach zagranicznych. Ledwo to w podstawówce się trzymało ściany i gdyby nie świerszczyki, to cycka by na oczy nie widziało. A Stefan, może on i idealny nie jest, ale warsztat miał. Przepił, ale miał. A i tak pod spożywczakiem to mu mało kto podskoczy. A jak się narąbie, to potem nie pamięta czy obiad dostał i sam se loda nie zrobił. Mój ci on. Z całej podstawówki był najtwardszy. I kto go ucapił. Ja! A że czasem się pod siebie zesra, włochale mu z uszu wiszą na ramiona i w wątrobę mnie piąchą pomaca… E tam… Jak ululany to śpi, a jak śpi to se pooglądam tego tefałenu. A tam mówią jak po zagranicznemu wyglądać i się na modnie zrobić.
Stefan rzucił butelką w Zenobię, która jęcząc przez sen zakłócała mu fonię. Zenobia zaskomlała i przewaliła się na bok, ukazując Stefanowi zad o fakturze styropianu, by po chwili znów chrapnąć. Stefan kopnął Zenobię w przysadzistą dupę i warknął – Zamknij ryj! Obróciła się ośliniona w jego stronę i przerażona wydukała –Śniło mi się Stefciu, żeś mnie do telewizora dopuścił – czym rozbawiła Stefana tak, że odłożył pasztetówę na inną okazję…
Kiedy Stefan krztusił się ze śmiechu i nie mógł złapać oddechu Zenobia przyglądała się temu powoli i bez drgnienia powieki. Stefan czerwieniał coraz bardziej, aż w końcu przypominał obranego buraka, w którym to kolorze zresztą było mu do twarzy. Zenobia nie zareagowała nawet wtedy kiedy podskakiwał przed telewizorem usiłując przekazać, że należy natychmiast przyłożyć mu w plery. Taboretem, żelazkiem, czymkolwiek. Byle mógł odkaszlnąć i wypluć na Zenobię ostatni kęs pasztetowej. Ona jednak stała nieruchomo i przyglądała się podskakującemu Stefanowi z wybałuszonymi oczami buraka bez cienia emocji. Wreszcie kąciki jej ust uniosły się lekko. Stefan zauważył ten nikły uśmiech i zdawał się już pełen nadziei, że jego bezsilne łkanie o pomoc znajdzie odzew. Nie… Zenobia przypomniała sobie tylko, że tak samo zabawnie podskakiwał na szkolnej dyskotece, a potem tuż przed ślubem, kiedy wlazł w gówno przed jej parafią. Też był taki buraczkowy. Śmieszny taki.
Po dłuższej chwili tego przedziwnego, prawie że godowego tańca Stefan upadł twarzą prosto w tę lurę, którą podała na obiad i w którą napluła namiętnie pociągając chark z dna nosa, jak to robiła wyśmienicie od lat trzydziestu. Ostatni oddech Stefana wypełnił to zrujnowane mieszkanie odorem piwa wymieszanego z jadem nadpsutych zębów. Zenobia podeszła cicho do zezwłoku byłego już męża i jednym celnym kopniakiem odwróciła od dawna już bezwartościowe Stefanowe jestestwo ryjem do góry. Był utytłany w zupie i rozdziawiony. Nic go nie mogło bardziej zdziwić niż tak durna śmierć. Zenobia wzięła do ręki pilota do telewizora - urządzenie z którego zabronił jej korzystać - i z całej siły wepchnęła do rozwartej paszczy swego oprawcy.
- Masz, nażryj się - syknęła cicho. Samotna, wolna i szczęśliwa…
Zenobia chciała pochować Stefana małym kosztem, tak samo małym jak go karmiła. W meblowym wybrała karton, który wyścieliła pożółkłymi od dymu firanami, by i Stefcio nie czuł się obco. Pod kolana wsadziła mu dwa piwa z Biedronki i zapierdoliła z cmentarza wkłady do zniczy, które idealnie nadawały się do zbieranych przez Stefana puszek. W ramach minimalnych nakładów zrobiła grabarzowi loda. Na pochówek z księdzem nie było co liczyć, odkąd w Pasterkę nakrył Stefana w konfesjonale trzepiącego swojego pigmeja. Zenobia śliniąc się na wyprawkę za skórę Stefana wtoczyła się do ZUS-u…
-Samam już prawie na katafalku, Krysiu – żaliła się do słuchawki Zenobia – ten skurwiel 30 lat owszem posyłał, ale jakowejś kurwie, z którą ma od 25 dziecko!
Niebo nad cmentarzem zaciągnęło się burzowymi chmurami. Zenobia mimo wysiłku i trzymanej za pazuchą połówki cebuli nie mogła wykrzesać z siebie łez. Nagle, ponad głowami nielicznych żałobników zebranych tutaj spod spożywczaka w cenie dwa piwa od łeba, dostrzegła młodą jeszcze, ale już zniszczoną życiem dziewczynę. Stała nieopodal, paliła skręta, ciągnęła browara z puszki i łypała swym kaprawym okiem na Zenobię.
- Przyniosłaś kasę? - wycedziła Zenobia, kiedy po ceremonii i żałobnikach nie zostało śladu. - Tę, co mi się należy, że ciebie i twoją starą uwolniłam od gnoja?
- Nie - wycharczała dziewczyna rozglądając się ostrożnie na boki - ale mam coś lepszego.
Zenobia zdążyła zauważyć jedynie błysk noża, który ugrzązł w jej sercu kończąc tę coraz to bardziej plugawą historię.
- Z pozdrowieniami od mamusi - wyszeptała jeszcze dziewczyna. Tak na wszelki wypadek…
Zenobia ocknęła się wśród białych ścian. Fetor dochodzący z sąsiedniego łóżka przypominał dom, ale była najwyraźniej w obcym miejscu.
- Gdzie jestem? – zapytała koślawą staruszkę poruszającą się z pampersem przy balkoniku.
- W niebie ha ha ha…- zaśmiała się bezzębna kostucha.
W tej chwili pojawił się lekarz w plamiastym kitlu, przypominającym zaspermiały podkoszulek Stefana – Ma pani szczęście, że ten kozik był długości połowy pani cyca…
- Gdzie jest ta zdzira? - Stefan miotał się wściekły - przecież to niesprawiedliwe, że tylko mi się to zdarzyło.
- Odratowali ją - Święty Piotr wytarł uślimtany nos rękawem przybrudzonej szaty - skurczybyki…, ja im dam podwyżki! Tak żeś baranie córkę wychował, że nawet kosy porządnie nie umie ożenić.
- A co ze mną? - Stefan naiwnie spojrzał na niebiańskie wrota
- Wrócisz na ziemię - święty nie żartował - musisz odpokutować to twoje całe zasrane życie.
- Ale jak? - Stefan był bliski płaczu, bo przypomniało mu się trzydzieści lat wpierdzielania tej bryi na obiad
- Będziesz pisał bloga… - Święty Piotr odsunął się od Stefana ze wstrętem - po nocach…
Pragnę wyrazić nieskończone wyrazy wdzięczności dla duetu “zyza&wątroba”, za uleczenie moich kompleksów. Nie straszna mi już własna styropianowa dupa, nie straszne mi uzębienie koślawe, ni też zastygła lawa wylewająca się z przyciasnych dżinsów. Każda dioda świecąca mi na czole zdaje się ledwie pryszczem przy nakreślonymi tu ze swadą i głęboką znajomością tematu scenami rodzajowymi. Wiem już dziś, że kiedy czyjaś przywiędła córa dźgnie mnie pilniczkiem do paznokci, Św. Piotr rzeknie mi w niebiesiech -” Miia, jesteś piękna nago!”
W podstawówce Stefan siedział dwie ławki przede mną. Byłam wówczas długa, chuda i bez cycków. Nie zauważał mnie, obmacywał inne. Płakałam… Potem spotkałam magistra, który wolał moją chudą dupę od świerszczykowych Lolitek. Bosz…właśnie sobie uświadomiłam jaka jestem szczęśliwa.
Cholera, ale se zrobiliście jazdę moim kosztem! Ja się tak nie bawię!