stycznia 27 2008

Profile Image of marskość wątroby
marskość wątroby

Kochanka, cz. I, czyli kasa

Posted at 01:08 under marskość wątroby

Dzisiejsze Ale kino uraczyło nas hitem sprzed lat: “Motylem jestem, czyli romans 40-latka”. Rzecz nakręcona w 1976 roku opowiada o… No właśnie… Pewnym, również współczesnym dylemacie.

Oto w miarę ustatkowany kolo z żoną i dwójką dzieci, które wydają się dokładnie tak samo stare jak bohater główny, ma problem. A mianowicie spotyka na swej życiowej drodze laskę, o której całe życie marzył. Pięknotę na filmie gra Irena Jarocka z perkatym nosem, mizernym cycem i zbyt chudymi odnóżami, ale jak na lata siedemdziesiąte jest wystarczająco, by nie rzec odurzająco i nieosiągalnie piękna. Oczywiście dla niej czterdziestolatek jest gotów zostawić swą przytytą małżonkę i głupawą dziatwę. Proceder się nie udaję, gdyż bogini estrady wpierw zachwycona prostotą inżyniera Karwowskiego, po jakimś czasie kuma, że w jego objęciach nie zawojuje świata, a już na pewno stołecznego establishmentu! I co? I nic! Mało zabawna, acz prawdziwa historyjka sprzed lat tknęła mnie bym zastanowił się przez chwilę (poddając sądom internetowej, nie zawsze trzeźwej braci) nad instytucją kochanki.

Otóż kochanka nie ma okresu, bo taki jest jej zawód. Jak ma okres, to znaczy że się nie sprawdza i należy ją szybko zmienić. Musi być bowiem zawsze piękna, zachwycająca i zmysłowo pożądana. Nie może ją boleć głowa, brzuch i piersi, które przecież u kochanki przeznaczone są do natychmiastowego miętoszenia za dnia i w nocy. Nie może mieć złego humoru, bo jeśli ma, to znaczy, że już wystarczająco się obłowiła i marudzi wrednie, co niechybnie oznacza, że ma już pełne dupsko prezentów, wypasionych kolacji i płacenia za czynsz. Bo kochanka droga jest dramatycznie. Droższa niż pracujące w pocie czoła zastępy frywolnych panien.

Spróbujmy to policzyć. Kochance nie dasz gotówki, bo się obrazi i wytknie ci natychmiast złe traktowanie. Powie, że płaci się prostytutce… Hm… Jak by to była jakaś różnica… A zatem nie wywalasz gotówy, tylko stawiasz i kupujesz prezenty. I tu się zaczynają schody. Przecież nie kupisz lasce, której piętnaście minut wcześniej wmawiałeś, że jest najpiękniejsza na świecie, karty do komóry za piętnaście złotych! Musisz się bardziej wysilić. Prezent poniżej dwóch stów ustawia cię w przedziale podtatusiałych fantastów, którzy dorwali się do dupy i zanim ją skonsumują wyliczą jej wydatki na bilet miesięczny pomiędzy akademikiem a pensjonatem, w którym obiecała robienie loda. W ten sposób - chcąc zachować resztki męskiej godności - tracisz w tygodniu kilka stówek, bo przecież jak już jest kochanka to trzeba jej pokazać, że organy płciowe ma nie od parady.

Summa summarum, ten niecny i potępiany w Kościele Katolickim proceder wychodzi cię drożej, niż regularne kupowanie pornoli i systematyczne wizyty w domu uciech… Gdzie cię znają, lubią i szanują. Za trzy stówy są w stanie ci wmówić, że zasługujesz na pomnik.

c.d.n.

5 responses so far

5 Responses to “Kochanka, cz. I, czyli kasa”

  1. zyzaniaon 27 stycznia 2008 at 03:59 1

    Wbrew pozorom wcale nie tak łatwo o tę kasę do ręki. Nawet w formie testu, czy taki gest podnieca. Mężczyźni są skąpi i powściągliwi w takich eksperymentach. Tyle zarobisz, co mu wypadnie bilonów ze ściąganych w pośpiechu spodni. W zamian właśnie jakieś smętne kolacje, wieczorki i inne pierdolety. Kosmetyki taka musi kupić sama, bo jak facet dobierze perfumy, to można tym najwyżej kibel odświeżyć. Dodatkowo ciuchy, bo przecież dwa razy tego samego nie zakłada się. I jeszcze ją taki zabiera na kolację, żeby jej dupa urosła. Bieliznę jak już kupi, to za 3 zeta, ale na niej drze tę za 30 zeta, którą sama sobie kupiła. Raz wyda na hotel, a potem bzyka ją w restauracyjnej toalecie, pod pretekstem urozmaicenia doznań seksualnych. Najlepiej przy drzwiach otwartych, żeby mu ego urosło jak ciasto drożdżowe, a ona przy okazji nie będzie chciała już pokazać się w tej drogiej restauracji. Tu on zaoszczędza kasę, a ona przez pierwszy miesiąc po zdarzeniu chodzi w ciemnych okularach, co pozwala dodatkowo facetowi od czasu do czasu przespacerować się z nią publicznie. Za taxi ona płaci sama, bo przecież kochanka ma jasno określony status, zatem on narażać się nie może.

    SuMMa suMMarum lepiej zostać prostytutką i podejmować go za określoną sumę. Warto nadmienić, że porządny wibrator kosztuje tylko 50 zeta. Nie dostaje zadyszki i nawet gdy leży – stoi.

    Cdn.

  2. robcioon 27 stycznia 2008 at 18:40 2

    Fajnie, ale zapomnieliście o tym że to nie sex w posiadaniu kochanki jest kluczem, czy wydatki. To niebezpieczeństwo z jakim trzeba się co dzień zmierzyć, aby żona nie przyłapała dodaje tej adrenaliny jakiej szuka facet z kochanką. Reszta jest dodatkiem.

  3. zyzaniaon 28 stycznia 2008 at 03:55 3

    Widzisz Robciu, to jest tak, że najczęściej to też spada na kochankę. Faceci są zupełnie bezradni, jeśli chodzi o alibi. Na szczęście od jakiegoś czasu funkcjonują portale, które nas – kochanki – nieco odciążają, bo zakres obowiązków zaczął czynić z nas już niemal ŻONY. Choćby portal www.alibi.zdrada.pl

  4. robcioon 28 stycznia 2008 at 09:25 4

    zajebista strona, co to ludzi nie wymyślą, :) :)

  5. lord uyuon 16 września 2009 at 23:01 5

    Zyza!nie psujesz się chłopaku!

Trackback URI (ktoś wie na co to ?) | Wersja RSS

Na co czekasz, napisz co sądzisz!