czerwca 15 2008
Hulali w Opolu
Takiej żenuy już dawno nie widziałem. Wprawdzie wytrzymałem tylko chwilę - ale dokładnie wtedy, kiedy przyznawano nagrodę w kategorii “artysta roku”.
Nominowani byli: Nosowska, jakiś kolo z malutkimi ramionkami i baniakiem wielkości dorodnego arbuza i oczywiście różowy iloraz inteligencji hormonalnej. Najpierw jednak musiało się odbyć uroczyste skamlenie o wysyłanie smsów w wykonaniu Orłosia i jakiejś chudej flądry. Potem już był tylko ubaw. Bo artystką roku okazała się różowa. I oczywiście natychmiast zadano jej pytanie o czym teraz myśli. Czym telewizja się skompromitowała, gdyż przyjęła założenie, że różowa w ogóle myśli. Oczywiście nie myśli, bo w odpowiedzi zarżała. Nie tak, jak pan w konkursie na filmie “Rejs”, ale równie donośnie. I po tym, jak zarżała, publiczność była zachwycona. I nagrodziła artystkę roku gromkimi brawami. Potem artystka wydała z siebie dźwięki przypominające ludzką mowę (mimo, iż do wigilijnego wieczoru jeszcze daleko), ale niestety, nie zrozumiałem co powiedziała. Chyba coś, że obciach, bo w tym roku dała swoim fanom tylko jedną piosenkę. E tam… obciach, nie obciach - piosenka się liczy, nawet jeśli nie sposób jej zapamiętać, żeby zanucić. I jak rozumiem, za to ta nagroda się należy.
W przyszłym roku artystka zmęczona życiem medialno-towarzyskim nie obdaruje już świata ani jedną piosenką. I tutaj od razu mam wniosek do szanownego jury oraz esemesującej publiczności: otóż artystce roku nagroda się będzie należała tym bardziej. Bo jak już zaśpiewa jakąś piosenkę, to wtedy trochę wstyd nagradzać za coś takiego. A jak nie będzie piosenki to przynajmniej będzie można sobie spokojnie spojrzeć w oczy. I po jakimś czasie przesunąć artystkę do sekcji gimnastycznej, co ma tę zaletę, że nie będzie się czuła samotnie. No i nie będzie już śpiewać…
One response so far



kurcze dobrze ujęte