lutego 26 2008
Bahaving really badly
Obejrzałem dwa seriale komediowe. Jeden z premedytacją, bo uwielbiam. Drugi przypadkiem, przerażony. Pierwszy to “Men behaving badly” leci codziennie o wpół do dwunastej, czyli dokładnie wtedy, kiedy już wiadomo, że sobie człowiek znowu nie pośpi.
Serial wprawia od razu w lepszy humor - oto bowiem okazuje się, że ze swoimi męskimi zabawkami, obowiązkowym codziennym browarem i sprośnymi myślami na temat sąsiadki nie jesteśmy sami na świecie. Ba, wydaje się nam, że jesteśmy mądrzejsi niż Gary i Tony, co pozwala nam się śmiać z tych pajaców, jednocześnie chwytamy się na tym, że dokładnie tak samo, jak powyższa para, celu życiowego jeszcze nie nakreśliliśmy, chyba że celem jest ślinienie się na widok wypasionego choppera i mijanej przy drodze agencji towarzyskiej.
Drugi serial to polska wersja “Allo, allo”, tak samo nieśmieszna, jak wiecznie zadowoleni z siebie polscy aktorzy pomykający pomiędzy teleturniejami i castingami na seriale. Dramat. Katastrofa i masakra w jednym. Żenua taka, że aż zęby bolą. Dialogi żywcem wyjęte z rozmów mojego szefa z jego przygłupim asystentem. To już na polskich pornolach dialogi są lepsze. Nikt tam głupka nie udaje - od razu widać, że nie musi.
W “Halo Hans” (bo taki ma tytuł polski odpowiednik angielskiego “Allo, allo”) głupa rżną wszyscy łącznie z reżyserem. Efekt jest taki sam, jakby zmusić rzecznika prasowego do opowiedzenia dowcipu. Niezależnie czy mamy do czynienia z rzecznikiem spółdzielni mleczarskiej “Nabiał & Co” czy rzecznikiem pośredniego magistratu. Aż strach pomyśleć, jaki serial w najbliższej kolejności wezmą na warsztat nasi niezmordowani twórcy. W razie braku pomysłów podpowiadam: “Keepin Up Appearances” z Barcisiem w roli Hiacynty, “M*A*S*H*” z Gąsowskim zamiast Pierce’a i “The Cosby Show” z Żakiem pomalowanym czarną pastą do butów.
2 responses so far



“Allo, allo’ - jednak angielska komedia.
racja… zmieniłem… dzięki:-)